... każdego dnia coś nas spotyka...
Jednego dnia rozpiera nas pozytywna energia, śmiejemy się, cieszymy z małej drobnostki by po chwili nie potrafić myśleć o niczym... Ból egzystencjonalny?
Pewnie nie, a może jednak...
Każdy nowy dzień stawia nam kolejne wyzwania, los sprawdza nas, testuje niczym laborant próbkę, by na koniec wystawić opis "próba udana pacjent (nie)wytrzymał".
Jadąc wczoraj do pracy widziałem pozostałości po wypadku. Skrzyżowanie, rozbity samochód, wbity w budynek przy samym przejściu dla pieszych... Niby nic wielkiego, każdego dnia na naszych ulicach dochodzi to setek wypadków i nawet specjalnie się nad tym nie zastanawiamy...
A gdybym to ja stał na tym przejściu, a gdybym to ja jechał samochodem i został uderzony przez "zamyślonego" kierowce...
W tym wypadku zginęła kobieta jadąca drugim samochodem...
Mam wrażenie że skupiamy się na rzeczach błahych, absolutnie nie istotnych, które jedynie pozornie wydają nam się ważne... Gonimy za nie wiadomo czym tylko po to by i tak tego nie dogonić...
Tracimy zdrowie by zdobyć pieniądze, kiedy je już mamy tracimy je by odzyskać zdrowie, żyjemy tak jak byśmy mieli nigdy nie umrzeć aż umieramy tak jak byśmy nie przeżyli ani jednego dnia...
Co dziennie zastanawiam się co zrobiłem dobrze, a co mogłem lepiej, ilu rzeczy nie zrobiłem a ilu z nich będę żałował że nie zrobiłem i nagle okazuje się że minął kolejny dzień...
Mam nadzieję że każdy kolejny będzie tylko lepszym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz